-Jak się cieszę że mam już te
wszystkie matury za sobą!- powiedziała zadowolona Kornelia opuszczając szkołę.
Miała na sobie czarną spódnicę zaczynającą się w tali i
ledwie sięgającą do połowy uda. Białą koszule miała wsadzoną w jej środek.
Czarne buty na niewielkim obcasie rytmicznie stukały o chodnik a niewielka
czarna torebka przepasana była wzdłuż ciała.
-A noo- przytaknęła jej towarzyszka- Na pewno nie chcesz gdzieś
wyjść z dziewczynami wieczorem?
-Nie Aga, naprawdę dziękuje za propozycje- uśmiechnęła
się najszczerzej jak potrafiła- Za dwa dni jest ostateczny termin składania
prac, wiesz tych na ten konkurs fotograficzny- szybko dodała widząc zdziwienie
na twarzy Agi- Ostatnio wyczaiłam niedaleko domu całkiem ładną polankę. Myślę
że przy odpowiednim świetle uda mi się coś oryginalnego wykombinować.
Sięgnęła do torebki i
wyciągnęła czarne klucze z brązowym breloczkiem w kształcie misia.
-Podwieźć Cię do domu?- zaproponowała towarzyszce gdy
zaczęły zbliżać się na parkingu.
-Nie dzięki, musze skoczyć jeszcze do babci. Jakby Ci się
zmieniły plany to daj mi znać. Albo po prostu przyjdź do tej nowej pizzerii co
otworzyli w centrum.
-Hymm- mruknęła tylko.
Nie bardzo miała ochotę iść gdziekolwiek. Jedynie o czym
myślała teraz to konkurs fotograficzny. Bardzo jej zależało na tej
wygranej. Wakacyjne warsztaty
fotograficzne. To by było coś. Samo wspomnienie o wakacjach w czasie których
mogła w pełni oddać się swojej pasji przyprawiało ją o dreszcze. Cały rok
odkładała pieniądze aby móc kupić sobie lepszy aparat. Była świadoma że to nie
sprzęt czyni cię dobrym fotografem jednak wychodziła z zasady że tanim aparatem
cyfrowym nie jest w stanie zrobić profesjonalnych zdjęć. Zależało jej na tym
aby zdjęcia zawsze były perfekcyjne dlatego tak często zastanawiała się nad
kupnem kolejnego aparatu. Kocha to co
robi więc nie było jej szkoda nawet tych paru tysięcy.
-To ja lecę na razie!
Tylko nie zapominaj się odezwać czasem do mnie przez te wakacje.
-No pa…- wiedziała że i tak się już więcej do niej nie
odezwie.
Nie żeby była aspołeczna lecz Aga byłaby jedną z
ostatnich osób z którymi chciałaby się dzielić swoim prywatnym życiem. Zawsze
wszystko wiedziała, właściwie można by powiedzieć że nawet za dużo. Z każdego problemu potrafiła zrobić sensacje.
Część z tego co mówiła można było zignorować. Aga lubiła ubarwiać swoje opowieści.
Zawsze szukała posłuchu i zainteresowana. Mimo tego Kornelia nigdy nie chciała
zostać głównym bohaterem jej opowiadań. Może i Aga była dobrym słuchaczem i potrafiła
naprawdę pomóc ludziom lecz nie potrafiła tego zachować dla siebie.
Przypominała jej trochę taką babcie, która wszystko wie wszystko widzi, a jej
sensem życia było po kościele pójście na ploteczki do koleżanki by wymienić się
zebranymi w przeciągu tygodnia informacjami. Czasami trzeba wiedzieć kiedy
trzeba przestać mówić, lecz Aga zdecydowanie nie znała tej granicy. Trzeba
przyznać że potrafiła zagadać tak że człowiek otwierał się przed nią i wyrzucał
swoje wszystkie żale, dlatego Kornelia starała się unikać kontaktów z nią w
cztery oczy.
Dziewczyna wsiadła do swojego Golfa. Jak zwykle w
samochodzie był zaduch nie do wytrzymania, a jedynym źródłem chłodniejszego
powietrza było okno w samochodzie. Szybko je otworzyła przeklinając w myślach
pomysł kupienia czarnego samochodu. Za każdym razem obiecuje sobie że nigdy
więcej na zgodzi się na ciemny kolor lakieru.
-No staruszku jedziemy do domu-
przekręciła kluczyki w stacyjce, a samochód z trudem zapalił.
Ubrana „do lasu” czyli stare
znoszone tenisówki, stare spodnie jeansowe poprzecierane na końcach nogawek,
cienka koszula w kratkę z długim rękawem i aparat zawieszony na szyję.
-Wychodzę na plener babciu. Będę za jakiś czas-
powiedziała wychodząc z domu.
-Dobrze skarbie, nie wracaj tylko późno- dało się słyszeć
ciepły głos gdzieś z okolic dużego pokoju.
Jej dom umieszczony był na
skraju miasta gdzie wysoka zabudowa ustępowała łąkom i lasom. Mieszkała w nim
razem z tata i babcią. Jej matka zmarła w wypadku samochodowym jak była jeszcze
małym dzieckiem. Nie pamiętała jej pomimo tego że miała wtedy 3 lata. Jej
ojciec jest znanym biologiem przez co często nie ma go w domu, więc większość życia
wychowywana była przez babcię. Szczerze powiedziawszy rzadko kiedy tęskniła za
mamą. Może dlatego że odkąd pamięta spędzała z babcią każdą chwilę swojego
dzieciństwa. Jej tato zarabiał na tyle dużo, że nie musiała pracować i mogła
zająć się domem i nią. Była jak jej matka.
Jak zwykle Kornelia zrobiła
parę zdjęć pobliskim zwierzętom pasącymi się na polach niedaleko domów. Głownie
krowy, chociaż czasem zdarzało się, że komuś kury uciekły z podwórka na drogę.
Dziewczyna jednak starała się długo nie zatrzymywać w jednym miejscu tylko podążać
bezpośrednio celu. Bowiem kilka dni temu
wypatrzyła całkiem ładny plener któremu koniecznie chciała zrobić zdjęcia w
promieniach zachodzącego słońca.
Po przedarciu się przez dość
gęsto porośnięty młody las brzozowy w końcu dotarła do celu. Dziewczyna
rozejrzała się dokładnie obmyślając jak najlepiej się ustawić.
Na środku łąki było jedno ogromne drzewo. Jego pień
pokrywała gruba popękana kora. Wydawała się mienić przeróżnymi kolorami, w
zależności z której stronty się na nią popatrzyło. Dolne gałęzie drzewa były
wysuszone, a część z nich złamana. Im wyżej tym korona była bardziej wybujała i
ostatecznie zwężała się na kształt trójkąta. Jako że był środek maja liście
miały jeszcze intensywnie zielony kolor. Drzewo obrastała dość wysoka trawa w
której kwitły fioletowe kwiaty, sprawiające wrażenie iż cała trawa tego koloru.
Robiąc zdjęcia Kornelia zupełnie
straciła rachubę czasu. Zapadł już zmierzch. Jeszcze trochę i będzie musiała
wracać po omacku do domu.
-Jeszcze tylko kilka zdjęć i już wracam- obiecała sobie.
Wtem nagle coś jej błysnęło.
Podeszłą bliżej do tego miejsca by sprawdzić co to jest. Na ziemi przed jej
nogami leżał naszyjnik w kształcie półksiężyca z czterema pręgami. Kornelia
odniosła dziwne wrażenie jakby ten naszyjnik należał do niej, chociaż za nic w
świecie nie mogła sobie przypomnieć żeby kiedykolwiek coś takiego posiadała.
Podniosła go. Był leciutki. Dotknęła opuszkami palców. Zdawał się być zrobiony
ze srebra. Nie wyglądał na znoszony, w ogóle nie miał śladów użytkowania.
Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Niespodziewanie z transu wybudził ją
telefon. Cichy dzwonek smsa mógł świadczyć o tym że czas wracać do domu.
Wyciągnęła telefon by odczytać wiadomość chociaż spodziewała się od kogo jest i
co będzie napisane.
-Już wracam do domu…- burknęła
do telefonu i ruszyła.
Przed
snem Kornelia jeszcze raz chciała się przyjrzeć swojemu znalezisku. Usiadła
przy biurku, zapaliła lampkę aby dokładnie z każdej strony go obejrzeć. Przy
jednym końcu półksiężyca znajdowała się mała pętelka do której przywiązany był
brązowy rzemyczek.
Po dokładnych oględzinach schowała
wisiorek do szkatułki w której trzymała swoją biżuterie. Stwierdziła że pora iść
spać ponieważ jutro czeka ją cały dzień obrabiania zdjęć do konkursu.
Kładąc się cały czas myślała o swoim znalezisku, czy aby
przypadkiem nie umieścić jakiegoś ogłoszenia. Jakoś nie kojarzyła aby widziała
wczoraj przy sklepie informacje o zagubieniu czegokolwiek. Szczerze mówiąc
nawet nie chciała go oddawać.
Zasnęła
w głębokich rozmyślaniach. Śniło jej się owe drzewo. Wzywało ją. Przynajmniej
miała takie wrażenie. Jego intensywnie zielone listki powoli falowały jak na
wietrze, zdawały się że coś szepczą do niej. Tylko nie mogła nic zrozumieć.
Podeszła do niego bliżej. Zdawało się jakby popękana kora delikatnie emanowała różnymi
kolorami. Śmiało się? Ale z niej? Czyżby
źle wyglądała? Popatrzyła na siebie. Miała na sobie swoją ulubioną piżamę,
szorty i bluzeczkę. Niby nic w tym dziwnego. Dotknęła rękoma swoich gęstych
kasztanowych włosów. Nie czuła żeby jakoś tragicznie były ułożone. Miała je
związane w wysoki kucyk. Rozejrzała się. Może ktoś robił z niej żarty jednak po
za nią i drzewem nikogo nie było. Popatrzyła jeszcze raz na nie. Sprawiało
wrażenie jakby żyło własnym życiem.
-Uważaj!
Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu. Chciała się
odwrócić aby zobaczyć na co ma uważać jednak ciemność jak paszcza lwa ją
pożarła i w tym momencie gwałtownie obudziła się. Szybko zerwała się na równe
nogi. Poczuła niepokój, strach, obawę utraty czegoś bardzo ważnego. Szybko podbiegła
do biurka gdzie stała jej szkatułka. Otworzyła ją. Wisiorek w kształcie półksiężyca
nadal tam był. Podniosła i przyjrzała mu się. Nadal wyglądał tak samo jak
wieczorem.
-Co się ze mną dzieje? Przecież to jakiś głupi wisiorek,
jak go zgubie to mogę przecież kupić sobie nowy- próbowała jakoś racjonalnie
wytłumaczyć swoje zachowanie.
Nie była szalona, zdecydowanie nie. Nigdy nie
przywiązywała się do przedmiotów. Uważała że to tylko ją blokuje i nie pozwala iść
na przód. Nie mogła sobie pozwolić na to aby przeszłość blokowała jej teraźniejszość.
Bo jeśli tak by się stało nie byłaby wstanie osiągnąć tego co już zdobyła w
swoim życiu. Przeszłość bowiem należny trzymać zamkniętą, gdzieś pod kluczem na dnie serca aby nigdy nie zapominać o niej.
Ale problem był w
tym że nie chciała żadnego innego wisiorka...
------
I o to szczęśliwie bądź nie skończyłam swój pierwszy rozdział :) Jeśli Ci się spodobał bądź nie proszę skomentuj go :)
:) Zaczyna sie ciekawie, ale... Ej! No ty złodziejko! Ja chciałam w moim przyszłym opowiadaniu wykorzystać motyw wisiorka w kształcie półksiężyca! No to nie fair! Foch. Ale i tak go wykorzystam ;P
OdpowiedzUsuńWstaw szybciutko następny ;)
A i boski szablon *.*
http://from-hatred-to-love.blogspot.com/
o haha :D chyba powinnam nazwać bloga złodziej pomysłów :D
Usuńheh xD spoko
UsuńEj, kiedy dodasz następny rozdział :# Bo nie moge się doczekać