poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział I



-Jak się cieszę że mam już te wszystkie matury za sobą!- powiedziała zadowolona Kornelia opuszczając szkołę.
Miała na sobie czarną spódnicę zaczynającą się w tali i ledwie sięgającą do połowy uda. Białą koszule miała wsadzoną w jej środek. Czarne buty na niewielkim obcasie rytmicznie stukały o chodnik a niewielka czarna torebka przepasana była wzdłuż ciała.
-A noo- przytaknęła jej towarzyszka- Na pewno nie chcesz gdzieś wyjść z dziewczynami wieczorem?
-Nie Aga, naprawdę dziękuje za propozycje- uśmiechnęła się najszczerzej jak potrafiła- Za dwa dni jest ostateczny termin składania prac, wiesz tych na ten konkurs fotograficzny- szybko dodała widząc zdziwienie na twarzy Agi- Ostatnio wyczaiłam niedaleko domu całkiem ładną polankę. Myślę że przy odpowiednim świetle uda mi się coś oryginalnego wykombinować.
Sięgnęła do torebki i wyciągnęła czarne klucze z brązowym breloczkiem w kształcie misia.
-Podwieźć Cię do domu?- zaproponowała towarzyszce gdy zaczęły zbliżać się na parkingu.
-Nie dzięki, musze skoczyć jeszcze do babci. Jakby Ci się zmieniły plany to daj mi znać. Albo po prostu przyjdź do tej nowej pizzerii co otworzyli w centrum.
-Hymm- mruknęła tylko.
Nie bardzo miała ochotę iść gdziekolwiek. Jedynie o czym myślała teraz to konkurs fotograficzny. Bardzo jej zależało na tej wygranej.  Wakacyjne warsztaty fotograficzne. To by było coś. Samo wspomnienie o wakacjach w czasie których mogła w pełni oddać się swojej pasji przyprawiało ją o dreszcze. Cały rok odkładała pieniądze aby móc kupić sobie lepszy aparat. Była świadoma że to nie sprzęt czyni cię dobrym fotografem jednak wychodziła z zasady że tanim aparatem cyfrowym nie jest w stanie zrobić profesjonalnych zdjęć. Zależało jej na tym aby zdjęcia zawsze były perfekcyjne dlatego tak często zastanawiała się nad kupnem kolejnego aparatu.  Kocha to co robi więc nie było jej szkoda nawet tych paru tysięcy.
-To ja lecę na razie!  Tylko nie zapominaj się odezwać czasem do mnie przez te wakacje.
-No pa…- wiedziała że i tak się już więcej do niej nie odezwie.
Nie żeby była aspołeczna lecz Aga byłaby jedną z ostatnich osób z którymi chciałaby się dzielić swoim prywatnym życiem. Zawsze wszystko wiedziała, właściwie można by powiedzieć że nawet za dużo.  Z każdego problemu potrafiła zrobić sensacje. Część z tego co mówiła można było zignorować. Aga lubiła ubarwiać swoje opowieści. Zawsze szukała posłuchu i zainteresowana. Mimo tego Kornelia nigdy nie chciała zostać głównym bohaterem jej opowiadań.  Może i  Aga była dobrym słuchaczem i potrafiła naprawdę pomóc ludziom lecz nie potrafiła tego zachować dla siebie. Przypominała jej trochę taką babcie, która wszystko wie wszystko widzi, a jej sensem życia było po kościele pójście na ploteczki do koleżanki by wymienić się zebranymi w przeciągu tygodnia informacjami. Czasami trzeba wiedzieć kiedy trzeba przestać mówić, lecz Aga zdecydowanie nie znała tej granicy. Trzeba przyznać że potrafiła zagadać tak że człowiek otwierał się przed nią i wyrzucał swoje wszystkie żale, dlatego Kornelia starała się unikać kontaktów z nią w cztery oczy.
Dziewczyna  wsiadła do swojego Golfa. Jak zwykle w samochodzie był zaduch nie do wytrzymania, a jedynym źródłem chłodniejszego powietrza było okno w samochodzie. Szybko je otworzyła przeklinając w myślach pomysł kupienia czarnego samochodu. Za każdym razem obiecuje sobie że nigdy więcej na zgodzi się na ciemny kolor lakieru.
-No staruszku jedziemy do domu- przekręciła kluczyki w stacyjce, a samochód z trudem zapalił.

Ubrana „do lasu” czyli stare znoszone tenisówki, stare spodnie jeansowe poprzecierane na końcach nogawek, cienka koszula w kratkę z długim rękawem i aparat zawieszony na szyję.
-Wychodzę na plener babciu. Będę za jakiś czas- powiedziała wychodząc z domu.
-Dobrze skarbie, nie wracaj tylko późno- dało się słyszeć ciepły głos gdzieś z okolic dużego pokoju.
Jej dom umieszczony był na skraju miasta gdzie wysoka zabudowa ustępowała łąkom i lasom. Mieszkała w nim razem z tata i babcią. Jej matka zmarła w wypadku samochodowym jak była jeszcze małym dzieckiem. Nie pamiętała jej pomimo tego że miała wtedy 3 lata. Jej ojciec jest znanym biologiem przez co często nie ma go w domu, więc większość życia wychowywana była przez babcię. Szczerze powiedziawszy rzadko kiedy tęskniła za mamą. Może dlatego że odkąd pamięta spędzała z babcią każdą chwilę swojego dzieciństwa. Jej tato zarabiał na tyle dużo, że nie musiała pracować i mogła zająć się domem i nią. Była jak jej matka.
Jak zwykle Kornelia zrobiła parę zdjęć pobliskim zwierzętom pasącymi się na polach niedaleko domów. Głownie krowy, chociaż czasem zdarzało się, że komuś kury uciekły z podwórka na drogę. Dziewczyna jednak starała się długo nie zatrzymywać w jednym miejscu tylko podążać bezpośrednio  celu. Bowiem kilka dni temu wypatrzyła całkiem ładny plener któremu koniecznie chciała zrobić zdjęcia w promieniach zachodzącego słońca.
Po przedarciu się przez dość gęsto porośnięty młody las brzozowy w końcu dotarła do celu. Dziewczyna rozejrzała się dokładnie obmyślając jak najlepiej się ustawić.
Na środku łąki było jedno ogromne drzewo. Jego pień pokrywała gruba popękana kora. Wydawała się mienić przeróżnymi kolorami, w zależności z której stronty się na nią popatrzyło. Dolne gałęzie drzewa były wysuszone, a część z nich złamana. Im wyżej tym korona była bardziej wybujała i ostatecznie zwężała się na kształt trójkąta. Jako że był środek maja liście miały jeszcze intensywnie zielony kolor. Drzewo obrastała dość wysoka trawa w której kwitły fioletowe kwiaty, sprawiające wrażenie iż cała trawa tego koloru.
Robiąc zdjęcia Kornelia zupełnie straciła rachubę czasu. Zapadł już zmierzch. Jeszcze trochę i będzie musiała wracać po omacku do domu.
-Jeszcze tylko kilka zdjęć i już wracam- obiecała sobie.
Wtem nagle coś jej błysnęło. Podeszłą bliżej do tego miejsca by sprawdzić co to jest. Na ziemi przed jej nogami leżał naszyjnik w kształcie półksiężyca z czterema pręgami. Kornelia odniosła dziwne wrażenie jakby ten naszyjnik należał do niej, chociaż za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć żeby kiedykolwiek coś takiego posiadała. Podniosła go. Był leciutki. Dotknęła opuszkami palców. Zdawał się być zrobiony ze srebra. Nie wyglądał na znoszony, w ogóle nie miał śladów użytkowania. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Niespodziewanie z transu wybudził ją telefon. Cichy dzwonek smsa mógł świadczyć o tym że czas wracać do domu. Wyciągnęła telefon by odczytać wiadomość chociaż spodziewała się od kogo jest i co będzie napisane.
-Już wracam do domu…- burknęła do telefonu i ruszyła.

                Przed snem Kornelia jeszcze raz chciała się przyjrzeć swojemu znalezisku. Usiadła przy biurku, zapaliła lampkę aby dokładnie z każdej strony go obejrzeć. Przy jednym końcu półksiężyca znajdowała się mała pętelka do której przywiązany był brązowy rzemyczek.
Po dokładnych oględzinach schowała wisiorek do szkatułki w której trzymała swoją biżuterie. Stwierdziła że pora iść spać ponieważ jutro czeka ją cały dzień obrabiania zdjęć do konkursu.
Kładąc się cały czas myślała o swoim znalezisku, czy aby przypadkiem nie umieścić jakiegoś ogłoszenia. Jakoś nie kojarzyła aby widziała wczoraj przy sklepie informacje o zagubieniu czegokolwiek. Szczerze mówiąc nawet nie chciała go oddawać.
                Zasnęła w głębokich rozmyślaniach. Śniło jej się owe drzewo. Wzywało ją. Przynajmniej miała takie wrażenie. Jego intensywnie zielone listki powoli falowały jak na wietrze, zdawały się że coś szepczą do niej. Tylko nie mogła nic zrozumieć. Podeszła do niego bliżej. Zdawało się jakby popękana kora delikatnie emanowała różnymi kolorami. Śmiało się? Ale z niej? Czyżby źle wyglądała? Popatrzyła na siebie. Miała na sobie swoją ulubioną piżamę, szorty i bluzeczkę. Niby nic w tym dziwnego. Dotknęła rękoma swoich gęstych kasztanowych włosów. Nie czuła żeby jakoś tragicznie były ułożone. Miała je związane w wysoki kucyk. Rozejrzała się. Może ktoś robił z niej żarty jednak po za nią i drzewem nikogo nie było. Popatrzyła jeszcze raz na nie. Sprawiało wrażenie jakby żyło własnym życiem.
-Uważaj!
Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu. Chciała się odwrócić aby zobaczyć na co ma uważać jednak ciemność jak paszcza lwa ją pożarła i w tym momencie gwałtownie obudziła się. Szybko zerwała się na równe nogi. Poczuła niepokój, strach, obawę utraty czegoś bardzo ważnego. Szybko podbiegła do biurka gdzie stała jej szkatułka. Otworzyła ją. Wisiorek w kształcie półksiężyca nadal tam był. Podniosła i przyjrzała mu się. Nadal wyglądał tak samo jak wieczorem.
-Co się ze mną dzieje? Przecież to jakiś głupi wisiorek, jak go zgubie to mogę przecież kupić sobie nowy- próbowała jakoś racjonalnie wytłumaczyć swoje zachowanie.
Nie była szalona, zdecydowanie nie. Nigdy nie przywiązywała się do przedmiotów. Uważała że to tylko ją blokuje i nie pozwala iść na przód. Nie mogła sobie pozwolić na to aby przeszłość blokowała jej teraźniejszość. Bo jeśli tak by się stało nie byłaby wstanie osiągnąć tego co już zdobyła w swoim życiu. Przeszłość bowiem należny trzymać zamkniętą, gdzieś pod kluczem na dnie serca aby nigdy nie zapominać o niej.
 Ale problem był w tym że nie chciała żadnego innego wisiorka...


------
I o to szczęśliwie bądź nie skończyłam swój pierwszy rozdział :) Jeśli Ci się spodobał bądź nie proszę skomentuj go :)

piątek, 22 marca 2013

Prolog

Cześć! :) Jestem Gizma. Jest to jeden z moich pierwszych blogów, szczególnie na bloger.com. Jeszcze nie bardzo potrafię posługiwać się HTML więc wybaczcie mi jakieś niedociągnięcia. Jeśli macie jakieś poradniki to z chęcią przyjmę :).
Opowiadanie będzie umieszczone w moim wymyślonym świecie. O tematyce fantasy. Kolejne rozdziały będą pojawiać się najprawdopodobniej pod koniec weekendu ponieważ wtedy będę miała najwięcej czasu aby je pisać :) Jestem otwarta na wszelką krytykę :) Zachęcam do czytania i komentowania :) Pozdrawiam :)
--------


Prolog

     -Następca został wybrany.
     Na sali dało się słyszeć szepty. Napięcie rosło z każdą chwilą. Członkowie rady siedzący przy stole zwrócili swój wzrok w stronę gdzie dało się słyszeć gwałtowne odsunięcie krzesła.
-To szaleństwo! Nie w tych czasach!-  oburzył się Pan gór Smoczych.
     Zapadła cisza. Uwaga została zignorowana. Z gracją powstał Pan Lasów.
-Kolejny?  Panie czy aby to ma jakikolwiek sens? To już 17- dało się słychać krytyczny głos.
-Ardanien mój przyjacielu, nie ja ustalam prawa natury, jestem tu aby bronić ładu i porządku. Ty jako główny przywódca południowych elfów z Wąskiego Lasu powinieneś doskonale o tym wiedzieć.
     Elf o fiołkowych oczach usiadł na krześle naburmuszony. Nie odezwał się już więcej do końca rady.
     Na samym końcu podłużnego stołu na podwyższonym krześle z wysokim oparciem siedziała najważniejsza Istota, ta sama która ogłosiła Następcę. Odziana w fioletowe aksamity które niemalże zasłaniały każdy fragment jego ciała.  Zakapturzona postać podniosła powoli dłoń. Zatoczyła kilka kółek w powietrzu, a oczom całej rady ukazał się ów obraz Następny.
     Ponownie na sali dało się słyszeć zaniepokojone szepty.
-Ardanien’e jako że jesteś najstarszy wiekowo jak i stażem w naszej radzie, wybieram ciebie jako protektora następcy.
     W jego fiołkowych oczach pojawiła się złość chociaż wyraz twarzy pozostał niewzruszony. Skinął tylko głową. Zapadła cisza.
- Jeśli wszystko jasne to, drodzy państwo, czas na złożenie przysięgi milczenia- powiedziała Istota odziana w fioletowe szaty.
     Powoli podniosłą się ze swojego siedzenia, a reszta poszła w jego ślady. Wszyscy chórem wyrecytowali ową przysięgę milczenia.