Konkurs
fotograficzny pochłonął dziewczynę do reszty. Przez te dwa tygodnie nie myślała
o niczym innym. Zupełnie wyleciało jej z głowy sen o drzewie, a naszyjnik
zawsze nosiła przy sobie na szyi. Dzisiaj był dzień ogłoszenia wyników. Kornelia
od szóstej co chwilę sprawdzała czy aby przypadkiem już ich nie ma.
Do
drzwi jej pokoju było słychać ciche pukanie, zaraz po tym bez oczekiwania na
zaproszenie do pokoju weszła babcia z talerzem kanapek.
-Musisz coś jeść. Wyniki nie zając nie uciekną- powiedziała
stawiając kanapki na biurku zaraz obok dziewczyny.
-Dziękuje babciu- szybko złapała jedną z kanapek i zjadła
niemalże w całości- Wiesz babciu, właśnie przeczytałam, że jak wygram ten
konkurs będę miała zagwarantowane miejsce w szkole Filmowej, Telewizyjnej i
Teatralnej w Łodzi!- mówiła z takim przejęciem że mało się nie zadławiła
kanapką.
-Żeby dać rade się tam uczyć musisz się zdrowo odżywiać.-
uśmiechnęła się serdecznie stawiając kubek z herbatą zaraz obok talerza z kanapkami.
-No tak, tak babciu. Już jem- uśmiechnęła się- dziękuje.
Dziewczyna siedziała i
nieustannie wpatrywała się w monitor. Co chwile odświeżała stronę internetową z
wynikami. Nie była pewna czy jej prace są na tyle dobre by zakwalifikować się
do konkursu. W myślach już dawno była na plenerze. Wyobrażała sobie przeróżne
ciekawe miejsca warte sfotografowania.
Punkt dziesiąta i do Korneli
przyszedł SMS. Dziewczyna aż poskoczyła ze strachu. Ręce tak jej się trzęsły ze
ledwo wzięła telefon do ręki. Przyszedł SMS powiadamiający o nowym emailu. Nie
sprawdzając zawartości wiadomości, natychmiast weszła na stronę gdzie miały ukazać
się wyniki. Pojawiła się lista zwycięzców. W pełnym skupieniu szukała swojego
nazwiska. Zaczęła od pierwszego miejsca. Niestety nie było jej, drugie miejsce
też nie należało do niej. Nadzieja zaczęła w niej gasnąć, aż bała się spojrzeć
na trzecie miejsce. Jednak ciekawość była zbyt wielka. Na nieszczęście trzecie
miejsce także nie należało do niej. Łzy zaczęły napływać jej do oczu. Była
pewna że zdjęcia które wysłała były tak dobre, że zasługiwały na pierwsze miejsce.
Pierwsza łza spłynęła jej po policzku. Nie mogła w to uwierzyć. Przyjrzała się
wynikom jeszcze raz. Może się pomylili albo coś źle przeczytała. Kilka razy
przejrzała listę zwycięzców i nadal jej tam nie było.
Coś jej mignęło na stronie. Przyjrzała
się dokładnie. Na dole zobaczyła listę 5 laureatów którzy zakwalifikowali się
na warsztaty. Szybko przejrzała listę. Jest! Znalazła się na samym końcu.
Wygrało jej zdjęcie pod tytułem „Iluzja”, które przedstawiało ono drzewo w
promieniach zachodzącego słońca.
--Babciu udało mi się!-
krzyknęła zadowolona- Jadę na te warsztaty!
Dzisiaj był dzień wyjazdu. Na
miejsce warsztatów miała się dostać na własną rękę. Akurat jej tato miał w mieście
niedaleko zebranie na którym mieli omawiać swoje obserwacje. Kornelia
postanowiła, że przed wyjazdem odwiedzi jeszcze raz drzewo dzięki któremu udało
jej się wygrać.
Wszystkie spakowane torby zniosła na dół i postawiła
niedaleko progu.
-Ja za chwilkę przyjdę tato, muszę jeszcze coś zrobić- poinformowała
i nie czekając na odpowiedz wyszła z domu.
Szła tam ciągle rozmyślając o
drzewie. Przypomniał jej się sen. Złapała naszyjnik. Gdy go trzymała przy sobie
czuła się bezpiecznie. Dziwnie ten przedmiot na nią działał.
W końcu dotarła na polanę. Jako że był wczesny ranek to
trawa była mokra od rosy. Miała przemoczone całe buty jednak nie zwracała na to
uwagi. Podeszła do drzewa. Nadaj wyglądało tak samo. No może liście ściemniały,
a trawa zbrązowiała od palącego słońca. Podeszła do grubej i spękanej kory.
Dotknęła jej. Była jakby ciepła. Delikatny wietrzyk poruszył liśćmi. Miała
wrażenie, że drzewo zaraz zacznie do niej szeptać jak w śnie, lecz nic takiego
się nie stało. Dotknęła jeszcze raz kory.
„Dziękuje”- powiedziała w myślach. Jeszcze raz popatrzyła
w górę.
Zastanawiała się czy dużo
ptaków zamieszkuje to drzewo. Wydawało się na idealne miejsce na dom. Szerokie liście
skutecznie chroniłyby je od palącego słońca i po części przed mżawkami. Na
pewno ze szczytu drzewa był piękny widok na okolice. Chociaż dla ptaków to bez
różnicy jaki jest widok. Ważne aby ich gniazdo znajdowało się w bezpiecznym
miejscu. Zupełnie w przeciwieństwie do ludzi. Niemalże każde dziecko dałoby
sobie rękę uciąć, aby mieć domek w tak dużym i pięknym drzewie. A nawet jeśli
nie każde, to na pewno większość, a Kornelia zdecydowanie zaliczała się do tej
grupy. Codziennie można patrzeć na kogoś od góry, wyobrażać sobie, że to co się
widzi jest Twoim królestwem, a z górnych gałęzi na pewno byłoby widać sporo. Takie
dziecko chociaż małe i samo nie potrafiłoby o siebie zadbać w miejskiej dżungli
mogłoby poczuć się jak pan własnego losu, jak król, przywódca czy chociażby
ktoś bardzo ważny. Bo przecież tylko
ktoś naprawdę znaczący posiada taki pałac, biorąc pod uwagę, że dzieci nie
znały wartości pieniądza.
Uśmiechnięta Kornelia
odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę domu. Nagle stanęła osłupiała. Przyjrzała
się drzewom. Coś jej nie pasowało w nich. Zupełnie nie przypominały one młodego
brzozowego lasu. Rosły tu duże i stare sosny. Dookoła gdzie nie popatrzyła
otoczona była przez stary las sosnowy gdzie ściółka była niemalże nienaruszona
i miejscami porośnięta przez zielony gesty mech. Brązowa trawa rosła tylko
dookoła drzewa. Serce Korneli zaczęło bić szybciej. Ręce zaczęły się trząść ze
strachu. Zaczęła mieć mroczki przed oczami.
-Spokojnie nie panikuj, może cos mi się pomyliło. Może
nie zauważyłam że za tym drzewem jest sosnowy las. Przecież jestem tu dopiero
trzeci raz.
Okrążyła drzewo dookoła. Za nim była niewielka polanka,
która kończyła się i zaraz przechodziła w jednolitą scenerię. Poszła w tamtą
stronę. Zdziwiło ją to, że zapach lasu był intensywniejszy. Aromat świeżych
igieł oraz żywicy aż drapał ją w nos i gardło. Coraz bardziej jej się to nie
podobało. Serce waliło jak oszalałe, a nogi miała jak z waty. Ciągle tłumaczyła
sobie, że zaraz stad wyjdzie.
Po przejściu sporej drogi drzewa
przerzedziły się i ustępowały łąkom przypominającym stepy. Ciemno zielona trawa
sięgała jej niemalże do kolan, a gdzie nie gdzie było widać kamienie
wyrastające z ziemi. Przestraszona rozejrzała się. Nigdzie nie było widać
śladów cywilizacji. Gdzie sięgnęła wzrokiem widziała dużą łąkę ciągnąca się w
nieskończoność. Sprawiała wrażenie jakby jej koniec dotykał nieba, a leniwe
chmury ocierały się o ziemię. Poczuła się bezradna. Chciało jej się płakać.
Okropnie się bała. Może jednak pomyliła tylko kierunki? Może nie poszła w tą
stronę co powinna. Tato się zdenerwuje na nią jak zaraz nie wróci do domu. A
właśnie przecież ma telefon. Szybko wyjęła go z kieszeni.
Brak zasięgu sieci.
To nic pomyślała, jeszcze ma GPS. Sprawnie wyszukała i włączyła
aplikacje. Jednak ta również potrzebowała zasięgu. Zrozpaczona nie wiedziała co
ma ze sobą zrobić. Kiedyś słyszała, że jak człowiek się zgubi w lesie to ważne
jest aby został w miejscu i nie przemieszczał się. Istniało większe
prawdopodobieństwo, że zostałaby znaleziona. Rozejrzała się za jakimś miejscem
gdzie byłaby w miarę widoczna. Od razu pomyślała o tym drzewie, jednak nie
bardzo wiedziała jak wrócić do tego miejsca. Z drugiej strony nawet jej się nie
chciało, bo przeszła dość spory kawałek drogi. Gdy się odwróciła to jedyne co
widziała to las sosnowy. Po ogromnym liściastym drzewie nie było śladu. Miała wrażenie
że wtopiło się w tło.
No nic musi gdzieś przeczekać.
Najwyżej ominie ją pierwszy dzień warsztatów, dopyta się innych o istotne
fakty. Teraz najważniejsze jest to aby usadowić się w miarę widocznym miejscu.
Wybrała kamień który z tyłu otoczony był przez drzewa, a z przodu widok
rozciągał się na polanę. Był on w miarę płaski
i niezbyt nagrzany więc mogła spokojnie na niego usiąść.
Obserwując wszystkie drzewa i
słuchając śpiewów ptaków uświadomiła sobie, że dzisiaj jest idealny dzień na
robienie zdjęć na łonie natury. Chociaż coś jej tu nie pasowało, ptaki brzmiały
trochę inaczej niż w okolicach jej domu. Niektóre były głośniejsze, niektóre
melodie były łagodne i powabne i zaraz przekrzykiwały je bardziej gwałtowne i
ostre. Zastanawiała się czy im głębiej zanurzy się w otchłań lasu tym więcej przeróżnych
zwierząt będzie mogła spotkać. Nie interesowała się tym wcześniej, nawet nie
przyszło jej do głowy zapytać się o to własnego ojca. Nigdy wcześniej nie
zdarzyły jej się samotne wycieczki w głąb lasu. I może tu był jej błąd. Powinna
stopniowo poznawać las i jego otoczenie, nauczyć się rozpoznawać jego dźwięki,
robić z drzew drogowskazy. Może wtedy tak bardzo by się nie bała, ponieważ
największy strach jest przed nieznanym.
Coś uderzyło ją w plecy z
takim impetem, że dziewczyna spadła z kamienia i przekoziołkowała spory kawałek. Piekący
ból w plecach dał do zrozumienia, że ktoś z premedytacją uderzył ją. Zastanawiała
się komu mogła zrobić taka krzywdę, żeby tak mocno jej się oberwało. Gdy trochę
otrzeźwiał jej umysł powoli podniosła
się trzymając dłońmi bolące plecy. Czyżby były mokre? Szybko sprawdziła dłoń
czy aby na pewno to nie krew. Na szczęście była czysta. Usłyszała ciche
powarkiwania. Popatrzyła w stronę kamienia. Chciała ujrzeć swojego oprawce.
Jednak jedyne co widziała to jakieś czerwone czworonożne stworzenie.
-Co do cholery…?- zdziwiła się.
Szybko w myślach szukała zwierzęcia, które wyglądem mogło
by pasować do tego co widziała przed sobą. Dwa ostre rogi wyrastające z nad
uszu, dwa ostre kły wyrastające z długiego pyska zakończonego małymi skośnymi
nozdrzami. Skóra pokryta cała czerwonymi łuskami, cztery łapy i długi ogon
kończący się gdzieś daleko za nim. Na grzbiecie, od głowy po koniec ogona,
szereg ostrych kolców oraz każda łapa zakończona była ostrymi pazurami. Stworzenie
warczało na nią, a z jego nozdrzy wydobywał się jakby dym.
-Dym?- dziewczyna z niedowierzaniem przetarła oczy, gdy
nadal widziała stworzenie przed sobą dotknęła się czoła aby sprawdzić czy
przypadkiem nie ma podwyższonej temperatury.
Stworzenie było sporych
rozmiarów, spokojnie sięgało jej do pasa. Kornelia zastanawiała się jakim cudem
nie usłyszała tak wielkiego zwierzęcia skradającego się za nią. Ono tylko
pokazało swoje wszystkie kły i zaczęło ponownie głośno warczeć. Kornelia była
przerażona nogi miała jak z waty, nie bardzo wiedziała czy ma uciekać czy
próbować negocjować. Tylko co może wynegocjować u tak dziwnego stworzenia,
które z pewnością nie umie mówić, a przede wszystkim i tak nie zrozumie tego co
mu powie. Zwierzę podniosło błoniaste skrzydła, sprawiało wrażenie teraz dużo
większego niż jest. Kornelia dopiero teraz je dostrzegła.
-Już dobrze, nic Ci nie zrobię- ciekawe co miałaby mu
zrobić podniosła ręce w jego stronę pokazując, że nic w nich nie ma- zobacz nie
mam żadnej niebezpiecznej rzeczy przy sobie.
Zwierzę tylko prychnęło i zamachnęło się łapą aby ją
uderzyć. Kornelia w ostatniej chwili wykonała unik przenosząc ciężar ciała na
pięty i łapiąc równowagę pobiegła za kamień. Ukucnęła z nim, chociaż nie zakrywało
połowy jej ciała, jednak miała nadzieje, że chociaż trochę ją uchroni. Zirytowane
zwierzę z powodu nie udanego ataku, zaczęło biec w jej stronę. Przygotowało się
do skoku. Przykucnęło i jakoś tak dziwne wyskoczyło. Wyglądało to jakby podmuch
wiatru sprawił, że istota straciła równowagę i zamiast wskoczyć na Kornelię
upadło brzuchem na wystający z ziemi kamień, za którym chowała się dziewczyna.
Głośno pisnął i zsunął się na ziemię obok, zwinął się w kłębek i zaczął głośno
popiskiwać. Kornelię zdziwiła cała ta scena. Zastanawiała się co się stało.
Przed chwilą stworzenie było tam, potem chciało wskoczyć na nią, a zamiast tego
upadło, bo tak to można nazwać, na kamień. Słysząc skomlenie zwierzęcia zrobiło
jej się go strasznie żal i cały strach niemalże gdzieś odfrunął. Poczuła, że
musi mu pomóc.
-Już dobrze cii nic ci nie zrobię- mówiła wystawiając
ręce w jego stronę i zastanawiając się czy może podejść- pokaz spróbuje Ci jakoś
pomóc- mówiła robiąc bardzo powolne kroki w stronę zwiniętej płaczącej kulki.
Zwierzę nie poruszyło się tylko nadal tak leżało.
Kornelia robiła coraz odważniejsze kroki w jego stronę. Gdy była już na tyle
blisko by widzieć jego pysk zobaczyła, że w malutkich oczkach pojawiły się łzy.
Teraz była już pewna tego, że nic jej nie zrobi.
-Pokaż- powiedziała najłagodniej jak tylko potrafiła,
jednak stworzenie tylko zasłoniło się przed nią błoniastym skrzydłem.
Zastanawiała się jakie jest w dotyku, czy jest śliskie,
czy jest chłodne, a może rozgrzane tak bardzo, że ją popatrzy gdy go dotknie?
Kornelia jednak odważyła się przekonać. Delikatnie dotknęła błonki pokrytej
malutkimi żyłkami. Była ona chłodna co bardzo ją ucieszyło ponieważ myślach miała
już obraz poparzonej dłoni, co wcale nie jest przyjemnym doświadczeniem. Delikatnie
je odsunęła, stworzenie nie sprzeciwiało się. Leżało skulone trzymając swoimi wielkimi
szponami brzucha. Zobaczyła, że sączy się z niego niewielka smużka krwi. Nie
bardzo wiedziała jak może mu teraz pomóc. Czasem zdarzyło jej się, że oglądała
jakiś program przyrodniczy, w którym leczyli zwierzęta, lecz ani razu nie
widziała tam stworzenia podobnego do tego. Zawsze to były jakieś milutkie
misie, pieski czy kotki.
Nagle poczuła wszem
ogarniający ją lęk i strach. Był on bardzo silny, ale jakby nie jej. Czyżby tak
duże stworzenie bało się bardziej jej, niż ona go?
-Nie jestem wrogiem- powiedziała łagodnie- nie bój się.
Nazywam się Kornelia- uśmiechnęła się- Nie wiem jakim rodzajem stworzenia
jesteś, pierwszy raz na oczy widzę takie…- zastanawiała się jakie określenie
będzie najlepsze- …zwierzę.
Mówiąc do niego delikatnie próbowała dostać się do
brzucha stworzenia. Dwa małe ślepia obserwowały każdy jej ruch.
„Boję się”
Usłyszała dziewczyna. Czyżby stworzenie coś jej
powiedziało? Nie, to nie możliwe. No fakt w sumie się bala. Może bardziej się obawiała
tego, co mógłby jej zrobić. Ale nie czas na to, musiała skupić się na czym
innym. Zastanawiała się jak może mu pomóc. Przypatrzyła na ranę. Wyglądało na
to, że łuska jest złamana w połowie. Skojarzyło jej się to z pękniętym
paznokciem, którego trzeba potem zrywać. Aż się za trzęsła na samą myśl. Wiedziała,
że musi zrobić to szybko i użyć odpowiednio dużo siły. Delikatnie złapała za łuskę
i pewnym ruchem pociągnęła do siebie. Zwierzę podskoczyło przestraszone i
zawyło głośno przypominając skowyt psa któremu niechcący nastąpiło się na ogon.
Na przemian z warczeniem piszczało. Co chwile spoglądało spode łba na Kornelię.
-No już, już-
starała się jakoś załagodzić sytuację.- Zobacz zniszczona łuska jest
tutaj- pokazała lśniący fragment pancerza.
Zwierzę jakby ją zignorowało. Popatrzyło gdzieś w dal.
Powoli podniosło się na swoich grubych łapach.
„Nie rozumiem, byłam bezbronna, a ona zostawiła mnie w
spokoju” usłyszała.
-Co? Kto tu jest?- Kornelia zaczęła się rozglądać
Czerwone stworzenie popatrzyło na nią. Nastroszyło tylko
uszy w jej kierunku.
„Ty mnie słyszysz?”
Ponownie w głowie Kornelii pojawił się ów głos.
-Tak słyszę!- odpowiedziała oburzona- teraz wyjdź
gdziekolwiek jesteś i przestań robić ze mnie żarty!- nerwowo rozglądała się w
poszukiwaniu właściciela głosu. Zaczęła sobie wyobrażać kolejne dziwne
stworzenie które na pewno tym razem nie daruje jej życia.
„No przecież tu stoję”
Zwierzę warknęło. Kornelia popatrzyła na nie.
-Ale że co, że ty…?- nie mogła w to uwierzyć.
„Tak, tak to ja!” usłyszała żywy głos w głowie. Stworzenie
popatrzyło na nią. Wyglądało na zadowolone. Rozprostowało skrzydła.
„Jestem Kh’sha” usłyszała w głowie i czerwona istota
ukłoniła się przednią rozprostowując skrzydła.
Kornelia była w takim szoku, że nie wiedziała co
powiedzieć. Nie to nie możliwe, powtarzała sobie w głowie. Była przekonana, że
postradała zmysły. Na pewno to ten rodzaj snów kiedy wydaje Ci się, że wszystko
jest prawdziwe, a tu nagle budzisz się w najmniej oczekiwanym momencie w swoim
własnym ciepłym i bezpiecznym łóżku.
-Kornelia…- ledwo wypowiedziała swoje imię- cz.. czym ty
jesteś…?- wydukała po chwili.
„Ha ha ale zabawna jesteś, przecież jestem smokiem!”
-----
W końcu udało mi się skończyć drugi rozdział :) Opowiadanie wyszło mi troszkę dłuższe niż się spodziewałam :P Mam nadzieje, że podobało wam się :)
WOW! Cudne :)
OdpowiedzUsuńI bardzo dobrze, że długie Ci wyszło ;P
Hah, ale fajne imię ma ta smoczyca :3 Ja bym nigdy na takie nie wpadła O.O
Ej! Widzę, że my myslimy bardzo podobnie! Ja też chciałam, by główna bohaterka mojego opowiadania rozmawiała ze smokiem! Ale zrezygnowałam z tego pomysłu, na rzecz innego xD Hah piąteczka :3
bardzo się ciesze że CI się podoba :) jakoś miałam głowie wrażenie że taki sobie ten rozdział mi wyszedł :p
Usuń