poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział II



                Konkurs fotograficzny pochłonął dziewczynę do reszty. Przez te dwa tygodnie nie myślała o niczym innym. Zupełnie wyleciało jej z głowy sen o drzewie, a naszyjnik zawsze nosiła przy sobie na szyi. Dzisiaj był dzień ogłoszenia wyników. Kornelia od szóstej co chwilę sprawdzała czy aby przypadkiem już ich nie ma.
                Do drzwi jej pokoju było słychać ciche pukanie, zaraz po tym bez oczekiwania na zaproszenie do pokoju weszła babcia z talerzem kanapek.
-Musisz coś jeść. Wyniki nie zając nie uciekną- powiedziała stawiając kanapki na biurku zaraz obok dziewczyny.
-Dziękuje babciu- szybko złapała jedną z kanapek i zjadła niemalże w całości- Wiesz babciu, właśnie przeczytałam, że jak wygram ten konkurs będę miała zagwarantowane miejsce w szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi!- mówiła z takim przejęciem że mało się nie zadławiła kanapką.
-Żeby dać rade się tam uczyć musisz się zdrowo odżywiać.- uśmiechnęła się serdecznie stawiając kubek z herbatą zaraz obok talerza z kanapkami.
-No tak, tak babciu. Już jem- uśmiechnęła się- dziękuje.
Dziewczyna siedziała i nieustannie wpatrywała się w monitor. Co chwile odświeżała stronę internetową z wynikami. Nie była pewna czy jej prace są na tyle dobre by zakwalifikować się do konkursu. W myślach już dawno była na plenerze. Wyobrażała sobie przeróżne ciekawe miejsca warte sfotografowania.
Punkt dziesiąta i do Korneli przyszedł SMS. Dziewczyna aż poskoczyła ze strachu. Ręce tak jej się trzęsły ze ledwo wzięła telefon do ręki. Przyszedł SMS powiadamiający o nowym emailu. Nie sprawdzając zawartości wiadomości, natychmiast weszła na stronę gdzie miały ukazać się wyniki. Pojawiła się lista zwycięzców. W pełnym skupieniu szukała swojego nazwiska. Zaczęła od pierwszego miejsca. Niestety nie było jej, drugie miejsce też nie należało do niej. Nadzieja zaczęła w niej gasnąć, aż bała się spojrzeć na trzecie miejsce. Jednak ciekawość była zbyt wielka. Na nieszczęście trzecie miejsce także nie należało do niej. Łzy zaczęły napływać jej do oczu. Była pewna że zdjęcia które wysłała były tak dobre, że zasługiwały na pierwsze miejsce. Pierwsza łza spłynęła jej po policzku. Nie mogła w to uwierzyć. Przyjrzała się wynikom jeszcze raz. Może się pomylili albo coś źle przeczytała. Kilka razy przejrzała listę zwycięzców i nadal jej tam nie było.
Coś jej mignęło na stronie. Przyjrzała się dokładnie. Na dole zobaczyła listę 5 laureatów którzy zakwalifikowali się na warsztaty. Szybko przejrzała listę. Jest! Znalazła się na samym końcu. Wygrało jej zdjęcie pod tytułem „Iluzja”, które przedstawiało ono drzewo w promieniach zachodzącego słońca.
--Babciu udało mi się!- krzyknęła zadowolona- Jadę na te warsztaty!
Dzisiaj był dzień wyjazdu. Na miejsce warsztatów miała się dostać na własną rękę. Akurat jej tato miał w mieście niedaleko zebranie na którym mieli omawiać swoje obserwacje. Kornelia postanowiła, że przed wyjazdem odwiedzi jeszcze raz drzewo dzięki któremu udało jej się wygrać.
Wszystkie spakowane torby zniosła na dół i postawiła niedaleko progu.
-Ja za chwilkę przyjdę tato, muszę jeszcze coś zrobić- poinformowała i nie czekając na odpowiedz wyszła z domu.
Szła tam ciągle rozmyślając o drzewie. Przypomniał jej się sen. Złapała naszyjnik. Gdy go trzymała przy sobie czuła się bezpiecznie. Dziwnie ten przedmiot na nią działał.
W końcu dotarła na polanę. Jako że był wczesny ranek to trawa była mokra od rosy. Miała przemoczone całe buty jednak nie zwracała na to uwagi. Podeszła do drzewa. Nadaj wyglądało tak samo. No może liście ściemniały, a trawa zbrązowiała od palącego słońca. Podeszła do grubej i spękanej kory. Dotknęła jej. Była jakby ciepła. Delikatny wietrzyk poruszył liśćmi. Miała wrażenie, że drzewo zaraz zacznie do niej szeptać jak w śnie, lecz nic takiego się nie stało. Dotknęła jeszcze raz kory.
„Dziękuje”- powiedziała w myślach. Jeszcze raz popatrzyła w górę.
Zastanawiała się czy dużo ptaków zamieszkuje to drzewo. Wydawało się na idealne miejsce na dom. Szerokie liście skutecznie chroniłyby je od palącego słońca i po części przed mżawkami. Na pewno ze szczytu drzewa był piękny widok na okolice. Chociaż dla ptaków to bez różnicy jaki jest widok. Ważne aby ich gniazdo znajdowało się w bezpiecznym miejscu. Zupełnie w przeciwieństwie do ludzi. Niemalże każde dziecko dałoby sobie rękę uciąć, aby mieć domek w tak dużym i pięknym drzewie. A nawet jeśli nie każde, to na pewno większość, a Kornelia zdecydowanie zaliczała się do tej grupy. Codziennie można patrzeć na kogoś od góry, wyobrażać sobie, że to co się widzi jest Twoim królestwem, a z górnych gałęzi na pewno byłoby widać sporo. Takie dziecko chociaż małe i samo nie potrafiłoby o siebie zadbać w miejskiej dżungli mogłoby poczuć się jak pan własnego losu, jak król, przywódca czy chociażby ktoś bardzo ważny.  Bo przecież tylko ktoś naprawdę znaczący posiada taki pałac, biorąc pod uwagę, że dzieci nie znały wartości pieniądza.
Uśmiechnięta Kornelia odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę domu. Nagle stanęła osłupiała. Przyjrzała się drzewom. Coś jej nie pasowało w nich. Zupełnie nie przypominały one młodego brzozowego lasu. Rosły tu duże i stare sosny. Dookoła gdzie nie popatrzyła otoczona była przez stary las sosnowy gdzie ściółka była niemalże nienaruszona i miejscami porośnięta przez zielony gesty mech. Brązowa trawa rosła tylko dookoła drzewa. Serce Korneli zaczęło bić szybciej. Ręce zaczęły się trząść ze strachu. Zaczęła mieć mroczki przed oczami.
-Spokojnie nie panikuj, może cos mi się pomyliło. Może nie zauważyłam że za tym drzewem jest sosnowy las. Przecież jestem tu dopiero trzeci raz.
Okrążyła drzewo dookoła. Za nim była niewielka polanka, która kończyła się i zaraz przechodziła w jednolitą scenerię. Poszła w tamtą stronę. Zdziwiło ją to, że zapach lasu był intensywniejszy. Aromat świeżych igieł oraz żywicy aż drapał ją w nos i gardło. Coraz bardziej jej się to nie podobało. Serce waliło jak oszalałe, a nogi miała jak z waty. Ciągle tłumaczyła sobie, że zaraz stad wyjdzie.
Po przejściu sporej drogi drzewa przerzedziły się i ustępowały łąkom przypominającym stepy. Ciemno zielona trawa sięgała jej niemalże do kolan, a gdzie nie gdzie było widać kamienie wyrastające z ziemi. Przestraszona rozejrzała się. Nigdzie nie było widać śladów cywilizacji. Gdzie sięgnęła wzrokiem widziała dużą łąkę ciągnąca się w nieskończoność. Sprawiała wrażenie jakby jej koniec dotykał nieba, a leniwe chmury ocierały się o ziemię. Poczuła się bezradna. Chciało jej się płakać. Okropnie się bała. Może jednak pomyliła tylko kierunki? Może nie poszła w tą stronę co powinna. Tato się zdenerwuje na nią jak zaraz nie wróci do domu. A właśnie przecież ma telefon. Szybko wyjęła go z kieszeni.
Brak zasięgu sieci.
To nic pomyślała, jeszcze ma GPS. Sprawnie wyszukała i włączyła aplikacje. Jednak ta również potrzebowała zasięgu. Zrozpaczona nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Kiedyś słyszała, że jak człowiek się zgubi w lesie to ważne jest aby został w miejscu i nie przemieszczał się. Istniało większe prawdopodobieństwo, że zostałaby znaleziona. Rozejrzała się za jakimś miejscem gdzie byłaby w miarę widoczna. Od razu pomyślała o tym drzewie, jednak nie bardzo wiedziała jak wrócić do tego miejsca. Z drugiej strony nawet jej się nie chciało, bo przeszła dość spory kawałek drogi. Gdy się odwróciła to jedyne co widziała to las sosnowy. Po ogromnym liściastym drzewie nie było śladu. Miała wrażenie że wtopiło się w tło.
No nic musi gdzieś przeczekać. Najwyżej ominie ją pierwszy dzień warsztatów, dopyta się innych o istotne fakty. Teraz najważniejsze jest to aby usadowić się w miarę widocznym miejscu. Wybrała kamień który z tyłu otoczony był przez drzewa, a z przodu widok rozciągał się na polanę.  Był on w miarę płaski i niezbyt nagrzany więc mogła spokojnie na niego usiąść.
Obserwując wszystkie drzewa i słuchając śpiewów ptaków uświadomiła sobie, że dzisiaj jest idealny dzień na robienie zdjęć na łonie natury. Chociaż coś jej tu nie pasowało, ptaki brzmiały trochę inaczej niż w okolicach jej domu. Niektóre były głośniejsze, niektóre melodie były łagodne i powabne i zaraz przekrzykiwały je bardziej gwałtowne i ostre. Zastanawiała się czy im głębiej zanurzy się w otchłań lasu tym więcej przeróżnych zwierząt będzie mogła spotkać. Nie interesowała się tym wcześniej, nawet nie przyszło jej do głowy zapytać się o to własnego ojca. Nigdy wcześniej nie zdarzyły jej się samotne wycieczki w głąb lasu. I może tu był jej błąd. Powinna stopniowo poznawać las i jego otoczenie, nauczyć się rozpoznawać jego dźwięki, robić z drzew drogowskazy. Może wtedy tak bardzo by się nie bała, ponieważ największy strach jest przed nieznanym.
Coś uderzyło ją w plecy z takim impetem, że dziewczyna spadła z kamienia i przekoziołkowała spory kawałek. Piekący ból w plecach dał do zrozumienia, że ktoś z premedytacją uderzył ją. Zastanawiała się komu mogła zrobić taka krzywdę, żeby tak mocno jej się oberwało. Gdy trochę  otrzeźwiał jej umysł powoli podniosła się trzymając dłońmi bolące plecy. Czyżby były mokre? Szybko sprawdziła dłoń czy aby na pewno to nie krew. Na szczęście była czysta. Usłyszała ciche powarkiwania. Popatrzyła w stronę kamienia. Chciała ujrzeć swojego oprawce. Jednak jedyne co widziała to jakieś czerwone czworonożne stworzenie.
-Co do cholery…?- zdziwiła się.
Szybko w myślach szukała zwierzęcia, które wyglądem mogło by pasować do tego co widziała przed sobą. Dwa ostre rogi wyrastające z nad uszu, dwa ostre kły wyrastające z długiego pyska zakończonego małymi skośnymi nozdrzami. Skóra pokryta cała czerwonymi łuskami, cztery łapy i długi ogon kończący się gdzieś daleko za nim. Na grzbiecie, od głowy po koniec ogona, szereg ostrych kolców oraz każda łapa zakończona była ostrymi pazurami. Stworzenie warczało na nią, a z jego nozdrzy wydobywał się jakby dym.
-Dym?- dziewczyna z niedowierzaniem przetarła oczy, gdy nadal widziała stworzenie przed sobą dotknęła się czoła aby sprawdzić czy przypadkiem nie ma podwyższonej temperatury.
Stworzenie było sporych rozmiarów, spokojnie sięgało jej do pasa. Kornelia zastanawiała się jakim cudem nie usłyszała tak wielkiego zwierzęcia skradającego się za nią. Ono tylko pokazało swoje wszystkie kły i zaczęło ponownie głośno warczeć. Kornelia była przerażona nogi miała jak z waty, nie bardzo wiedziała czy ma uciekać czy próbować negocjować. Tylko co może wynegocjować u tak dziwnego stworzenia, które z pewnością nie umie mówić, a przede wszystkim i tak nie zrozumie tego co mu powie. Zwierzę podniosło błoniaste skrzydła, sprawiało wrażenie teraz dużo większego niż jest. Kornelia dopiero teraz je dostrzegła.
-Już dobrze, nic Ci nie zrobię- ciekawe co miałaby mu zrobić podniosła ręce w jego stronę pokazując, że nic w nich nie ma- zobacz nie mam żadnej niebezpiecznej rzeczy przy sobie.
Zwierzę tylko prychnęło i zamachnęło się łapą aby ją uderzyć. Kornelia w ostatniej chwili wykonała unik przenosząc ciężar ciała na pięty i łapiąc równowagę pobiegła za kamień. Ukucnęła z nim, chociaż nie zakrywało połowy jej ciała, jednak miała nadzieje, że chociaż trochę ją uchroni. Zirytowane zwierzę z powodu nie udanego ataku, zaczęło biec w jej stronę. Przygotowało się do skoku. Przykucnęło i jakoś tak dziwne wyskoczyło. Wyglądało to jakby podmuch wiatru sprawił, że istota straciła równowagę i zamiast wskoczyć na Kornelię upadło brzuchem na wystający z ziemi kamień, za którym chowała się dziewczyna. Głośno pisnął i zsunął się na ziemię obok, zwinął się w kłębek i zaczął głośno popiskiwać. Kornelię zdziwiła cała ta scena. Zastanawiała się co się stało. Przed chwilą stworzenie było tam, potem chciało wskoczyć na nią, a zamiast tego upadło, bo tak to można nazwać, na kamień. Słysząc skomlenie zwierzęcia zrobiło jej się go strasznie żal i cały strach niemalże gdzieś odfrunął. Poczuła, że musi mu pomóc.
-Już dobrze cii nic ci nie zrobię- mówiła wystawiając ręce w jego stronę i zastanawiając się czy może podejść- pokaz spróbuje Ci jakoś pomóc- mówiła robiąc bardzo powolne kroki w stronę zwiniętej płaczącej kulki.
Zwierzę nie poruszyło się tylko nadal tak leżało. Kornelia robiła coraz odważniejsze kroki w jego stronę. Gdy była już na tyle blisko by widzieć jego pysk zobaczyła, że w malutkich oczkach pojawiły się łzy. Teraz była już pewna tego, że nic jej nie zrobi.
-Pokaż- powiedziała najłagodniej jak tylko potrafiła, jednak stworzenie tylko zasłoniło się przed nią błoniastym skrzydłem.
Zastanawiała się jakie jest w dotyku, czy jest śliskie, czy jest chłodne, a może rozgrzane tak bardzo, że ją popatrzy gdy go dotknie? Kornelia jednak odważyła się przekonać. Delikatnie dotknęła błonki pokrytej malutkimi żyłkami. Była ona chłodna co bardzo ją ucieszyło ponieważ myślach miała już obraz poparzonej dłoni, co wcale nie jest przyjemnym doświadczeniem. Delikatnie je odsunęła, stworzenie nie sprzeciwiało się. Leżało skulone trzymając swoimi wielkimi szponami brzucha. Zobaczyła, że sączy się z niego niewielka smużka krwi. Nie bardzo wiedziała jak może mu teraz pomóc. Czasem zdarzyło jej się, że oglądała jakiś program przyrodniczy, w którym leczyli zwierzęta, lecz ani razu nie widziała tam stworzenia podobnego do tego. Zawsze to były jakieś milutkie misie, pieski czy kotki.
Nagle poczuła wszem ogarniający ją lęk i strach. Był on bardzo silny, ale jakby nie jej. Czyżby tak duże stworzenie bało się bardziej jej, niż ona go?
-Nie jestem wrogiem- powiedziała łagodnie- nie bój się. Nazywam się Kornelia- uśmiechnęła się- Nie wiem jakim rodzajem stworzenia jesteś, pierwszy raz na oczy widzę takie…- zastanawiała się jakie określenie będzie najlepsze- …zwierzę.
Mówiąc do niego delikatnie próbowała dostać się do brzucha stworzenia. Dwa małe ślepia obserwowały każdy jej ruch.
„Boję się”
Usłyszała dziewczyna. Czyżby stworzenie coś jej powiedziało? Nie, to nie możliwe. No fakt w sumie się bala. Może bardziej się obawiała tego, co mógłby jej zrobić. Ale nie czas na to, musiała skupić się na czym innym. Zastanawiała się jak może mu pomóc. Przypatrzyła na ranę. Wyglądało na to, że łuska jest złamana w połowie. Skojarzyło jej się to z pękniętym paznokciem, którego trzeba potem zrywać. Aż się za trzęsła na samą myśl. Wiedziała, że musi zrobić to szybko i użyć odpowiednio dużo siły. Delikatnie złapała za łuskę i pewnym ruchem pociągnęła do siebie. Zwierzę podskoczyło przestraszone i zawyło głośno przypominając skowyt psa któremu niechcący nastąpiło się na ogon. Na przemian z warczeniem piszczało. Co chwile spoglądało spode łba na Kornelię.
-No już, już-  starała się jakoś załagodzić sytuację.- Zobacz zniszczona łuska jest tutaj- pokazała lśniący fragment pancerza.
Zwierzę jakby ją zignorowało. Popatrzyło gdzieś w dal. Powoli podniosło się na swoich grubych łapach.
„Nie rozumiem, byłam bezbronna, a ona zostawiła mnie w spokoju” usłyszała.
-Co? Kto tu jest?- Kornelia zaczęła się rozglądać
Czerwone stworzenie popatrzyło na nią. Nastroszyło tylko uszy w jej kierunku.
„Ty mnie słyszysz?”
Ponownie w głowie Kornelii pojawił się ów głos.
-Tak słyszę!- odpowiedziała oburzona- teraz wyjdź gdziekolwiek jesteś i przestań robić ze mnie żarty!- nerwowo rozglądała się w poszukiwaniu właściciela głosu. Zaczęła sobie wyobrażać kolejne dziwne stworzenie które na pewno tym razem nie daruje jej życia.
„No przecież tu stoję”
Zwierzę warknęło. Kornelia popatrzyła na nie.
-Ale że co, że ty…?- nie mogła w to uwierzyć.
„Tak, tak to ja!” usłyszała żywy głos w głowie. Stworzenie popatrzyło na nią. Wyglądało na zadowolone. Rozprostowało skrzydła.
„Jestem Kh’sha” usłyszała w głowie i czerwona istota ukłoniła się przednią rozprostowując skrzydła.
Kornelia była w takim szoku, że nie wiedziała co powiedzieć. Nie to nie możliwe, powtarzała sobie w głowie. Była przekonana, że postradała zmysły. Na pewno to ten rodzaj snów kiedy wydaje Ci się, że wszystko jest prawdziwe, a tu nagle budzisz się w najmniej oczekiwanym momencie w swoim własnym ciepłym i bezpiecznym łóżku.
-Kornelia…- ledwo wypowiedziała swoje imię- cz.. czym ty jesteś…?- wydukała po chwili.
„Ha ha ale zabawna jesteś, przecież jestem smokiem!”

-----
W końcu udało mi się skończyć drugi rozdział :) Opowiadanie wyszło mi troszkę dłuższe niż się spodziewałam :P Mam nadzieje, że podobało wam się :)

2 komentarze:

  1. WOW! Cudne :)
    I bardzo dobrze, że długie Ci wyszło ;P
    Hah, ale fajne imię ma ta smoczyca :3 Ja bym nigdy na takie nie wpadła O.O
    Ej! Widzę, że my myslimy bardzo podobnie! Ja też chciałam, by główna bohaterka mojego opowiadania rozmawiała ze smokiem! Ale zrezygnowałam z tego pomysłu, na rzecz innego xD Hah piąteczka :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się ciesze że CI się podoba :) jakoś miałam głowie wrażenie że taki sobie ten rozdział mi wyszedł :p

      Usuń